• RSS

piątek, 25 maja 2012

Pieguski i takie tam


Bardzo lubię pieguski. Robić i jeść. Robić, bo turlanie kulek z ciasta wielkości orzeszków włoskich mnie uspokaja, a dodawanie dodatków pobudza do kombinowania z nowymi smakami. Jeść - bo są ciastkami niezastąpionymi na wszystko - na dobry humor, na smutki, na mały głód. Przy pieczeniu rozpachniają cały dom słodkim zapachem cukru, mąki i masła, a po wystudzeniu czekają spokojnie na swoją kolej w wysokim szklanym słoju z pokrywką, który trzymam na blacie w kuchni.

Taak, uwielbiam pieguski.

Najprostsze ciastka świata.


Jako dodatek do piegusków są książki. Nie jedna, nie dwie, ale cała sterta książek, kartek. Notatek. Co robię, jak mnie nie ma? Czytam, streszczam, piszę, uczę się, zapamiętuję. Ostatni rok, praca magisterska. Różnokolorowe karteczki-przylepki naklejone na wszelkich możliwych powierzchniach w domu, z których tylko nie spadają. Czarny notes, a w nim cuda na kiju. Przygotowywanie rankingu najlepszych dzieciowych książek, które wpadły mi ostatnio w ręce z nowości wydawniczych (na Dzień Dziecka). Do tego rysowanie, zaznaczanie kolorów, koncepcje, zmiany koncepcji i zmiany zmian koncepcji. Dzieciaki w formie - ostatnie poprawki i już będą mogły zadomowić się na stałe na swoim własnym www. I biały kubek z różowym muffinem na dodatek.



Takie tam.

Pieguski
przepis z Ciast, ciastek i takich tam Agaty Królak
Składniki:
  • kostka miękkiego masła
  • 1 szklanka cukru
  • 1 jajko
  • 2,5 szklanki mąki
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 1,5 tabliczki gorzkiej czekolady
  • 1 szklanka pestek dyni
Przygotowanie:
Czekoladę pokroić w kostkę.
Masło utrzeć z cukrem, dodać jajko i wymieszać. Dodać mąkę, sól, sodę i dokładnie wymieszać. Do masy dodać czekoladę i pestki dyni. Piekarnik rozgrzać do 200 st. C. Z masy robić małe kulki wielkości orzecha włoskiego i układać na blaszce, zachowując odstępy, bo ciastka mogą się rozpłynąć na boki. Piec 10-15 minut, do przyrumienienia się.





Artur Andrus - Blog osławiony między niewiastami

Co może zawierać książka z blogiem w tytule i Andrusem siedzącym na jarzeniowopomarańczowym "o" o aparycji typowego blogera? Felietony, a cóż by innego. Zebrane z różnych źródeł: bloga Andrusa, publikacji w różnych tygodnikach i czasopismach czy występów na żywo. I oczywiście z "zabaw przyjacielkich" albo "zabaw na zamówienie". Autor sam te zabawy wymyśla i jest z nich dumny. Weźmy pierwszą lepszą z brzegu zabawę na zamówienie. Andrus proponuje publiczności, żeby wymyśliła kilka słów, które mają pojawić się w wierszu. W odpowiedzi usłyszał: grzebień, śledzie, murmurando, zielony i synteza. Więc ułożył: Ty mnie chyba jeszcze lubisz, Ty jak zwykle grzebień zgubisz, I tak smutny będziesz siedział, A ja ci przyniosę śledzia... Jesteś mi niedźwiadkiem pandą, Mruczysz czasem murmurando, Jesteś dla mnie piesek, kotek... Myk, myk myk i już pięć zwrotek! Zainteresowanych dalszym ciągiem odsyłam do książki. Znajdziecie w niej teksty, przy których można się popłakać ze śmiechu i wybuchać głośnym rechotem w najmniej odpowiednich miejscach. I o to chodzi!

sobota, 12 maja 2012

Konkurs, naturalnie

Mam dla Was konkurs. Kulinarno-literacki, a jakże :)
Aby na półce zawitały nowe pozycje, a w kuchni zapachniało wiosennymi smakami, do wygrania jest zestaw trzech apetycznych książek Nigelli - "Kuchnia. Przepisy prosto z serca domu", "Nigella ekspresowo" i "Nigella Lawson - kulinarna bogini". 


Aby wybrać zestaw książek, należy odpowiedzieć na pytanie: 
Jakie pierwsze literackie skojarzenie przychodzi Ci na myśl słowa natura

To może być skojarzenie z konkretną książką, wątkiem literackim, postacią, pisarzem albo być może jakąś szczególną dla Was książkę czytaliście na wakacjach spędzanych na wsi lub wiąże się z nią zabawna historia z naturą w tle? 

Odpowiedzi pozostawiajcie w komentarzach. Konkurs trwa dwa tygodnie, od 12 do 26 maja włącznie. Rozstrzygnięcie w niedzielę 27 maja na blogu.

Cały regulamin znajduje się tutaj.

Sponsorem nagród w konkursie jest Danone, który główny nacisk w procesie wytwarzania swoich produktów kładzie głównie na ich naturalność. Pamiętacie wycieczkę do Gaworkowa? Jeśli nie, tutaj możecie przeczytać i zobaczyć relację i dowiedzieć się więcej o kampanii Natura. Tu jest mi dobrze Poniżej spot całej kampanii:



wtorek, 1 maja 2012

Stos na maj


Nowiutki - majowy, lekki i świeży.

Dwa klasyki, Hasek i Abe - bo wstyd nie przeczytać. Jeden klasyk reportażu - bo zawsze chciałam. Jedna książka o reklamie - do pracy magisterskiej (tak tak tak! dwa miesiące do magistra). Dwie nowości ukochane - Clarke i "Paryż na widelcu" (właśnie kończę) i Szymborskiej ostatni tom, niedokończony - "Wystarczy". Do tego jeden wielki nieobecny - nowy Zafon ("Więzień nieba"), który jest już dawno zamówiony i własnie idzie do mnie pocztą.

Hurra!

czwartek, 26 kwietnia 2012

Skąd się bierze jogurt?


Dzisiejszy wpis jest wpisem reklamowym. Zdecydowałam, że będę oznaczać wpisy, w których szerzej piszę o produktach i różnych akcjach, które są związane z konkretną firmą (oprócz wydawnictw - bo tutaj integralną częścią książki jest jej wydawnictwo), ponieważ a) tak jest rzetelniej i b) jeśli firma robi dobry produkt, który sama dokładnie sprawdziłam i który z czystym sumieniem mogę polecić, to chcę o tym napisać tak, żeby było wiadomo, o czym mówię. 

Jestem dość wybredna, jeśli chodzi o to, co wybieram - od czytania książek począwszy, po zakupy w sklepie spożywczym. Mam pod tym względem dużo wspólnego z Eweliną - moje moloksiążkarstwo wykracza daleko poza książki i prasę. Czytam etykiety, studiuję wszystko, co jest napisane małymi literkami, zgodnie z zasadą, że im mniejszy druczek, tym na pewno coś istotnego tam znajdę. Nie znoszę, kiedy w soku pomarańczowym mam cukier, w serku homogenizowanym żelatynę, a jogurt jest o smaku truskawkowym, zamiast po prostu truskawkowy. Lubię robić ciasteczka z mąki pełnoziarnistej i sama mielić ser biały na sernik - mimo że to bardziej czasochłonne i niejednokrotnie taniej wyszłoby mi kupić gotowe półprodukty, ale te dobrej jakości po prostu bardziej mi smakują. 

Wracając do tytułowego pytania - skąd się bierze jogurt? Wiadomo, z kubeczka. A dobry jogurt? Od szczęśliwej krowy. Bardzo łatwo powiedzieć, może nawet nie trudniej sobie wyobrazić, ale jak to wszystko wygląda w praktyce? Czyli wycieczkę do źródła czas zacząć.


Żeby zobaczyć krowę - całe mnóstwo krów - musiałam zostać wywieziona - pół żartem pół serio - aż pod Warszawę. Żartem, bo nie jest mi obcy widok krowy innej niż tej z telewizji. Serio, bo ten widok pamiętam z dzieciństwa, kiedy raz czy dwa, będąc na jakiś wiejskich wakacjach, mogłam bez obciachu pogapić się na krowy. A równo tydzień temu do woli podpatrywaliśmy skąd się bierze mleko i słuchaliśmy, jaką drogę musi przebyć od krowy do fabryki, gdzie przetwarza się je na jogurt. 


My - Dorota (Pozytywna Kuchnia), Ewelina (Around the kitchen table), Alina (Brunette's Heart Makeup), Zuch (Zuch próbuje rysować), Ola (2 smaki), Ślimak (Chata Wuja Freda) i Dorota (Dorota smakuje) - i ja.


Na początek - kosmiczne wdzianko. Dylemat "zakładać czapkę czy nie?" szybko rozwiązała tylko Dorota. Kombinezony w kolorze pomiędzy "blue jeans" a "muślinowym turkusem" były po to, żebyśmy nie wnieśli do obory żadnych zarazków - w końcu każdy przyjechał z różnych części Polski i przywlekł ze sobą swoje regionalne zarazki, na które krowy niekoniecznie były odporne. Za to moje krakowskie "Idziemy na pole?" nabrało tak nowego znaczenia, że już powstrzymałam się od pytania przy wysiadaniu, no właśnie, na pole.


Głaskanie krów - jak łatwo przewidzieć - szybko stało się główną atrakcją i tylko szkoda, że już po wyjściu z obory pani Jola Łapińska, lekarz weterynarii i psycholog zwierzęcy, powiedziała nam, że krowy mają zawężone pole widzenia i widzą mnie więcej tylko to, co do pewnego momentu jest z boku - żeby zobaczyć to, co z przodu, muszą przechylić głowę w bok. Nietrudno się domyślić, że każdy z nas próbował głaskać krowę właśnie z przodu, przez co ta musiała nie lada głupieć za każdym razem, kiedy widziała rękę, która tuż przed jej głową jej znikała, po czym nagle czuła, że coś ją próbuje smyrać po nosie. My też nie byliśmy bardziej odkrywczy, stwarzając na własny użytek teorię, że krowy na pewno się nas wstydzą i dlatego wycofują głowy. Na pewno :)


Mleko jest tak naprawdę końcowym etapem opieki nad krowami. Nie wiem czy brzmi to dość jasno, ale chodzi o to, że trzeba najpierw włożyć bardzo dużo pracy w to, żeby krowy poczuły się komfortowo, bezpiecznie i żeby im było ciepło (i zapewnić im rozrywkowy drapak, oczywiście!), żeby mogły dać dobre mleko. To jak ze wszystkimi zwierzętami. Myślicie, że czemu jajka od kur chowanych w klatkach są tanie? Tak, jedna rzecz to ta, że ich utrzymanie jest bardziej ekonomiczne. Ale druga to ta, że ich jajka są po prostu gorszej jakości i szybciej się psują - bo te biedne kury są zestresowane. Mamy więc pierwszy element - dobre samopoczucie zwierzaków.


Numer dwa - dobra pasza, troskliwy pan gospodarz (w Gaworkowie pan Andrzej Fronczyk) plus przyjazne krowom otoczenie: duża, nasłoneczniona obora, która chroni od deszczu, a w upalne dni wielkie pastwisko. Zwierzaki codziennie są dojone, myte, pielęgnowane, nawet nacierane specjalnym kremem, który ładnie pachnie (a co, krowy też estetki!). 

Mleko trafia następnie do dużej schładzarki, gdzie jest ciągle mieszane i jego temperatura stopniowo i bez pośpiechu obniża się z 30 st. C do 3 st. C. I dopiero wtedy odbierane jest przez Danone i przewożone w specjalnych mlecznych cysternach do fabryki, gdzie robi się z niego jogurty, kefiry, śmietanki i inne mleczne przetwory. 


A że zaspokajania ciekawości nigdy nie za wiele, na koniec zostawiłam najlepsze. Mleczne czy wiesz, że...
  • mleko pasteryzowane i UHT nie jest niczym sztucznym. To po prostu mleko podgrzane do wyższej temperatury, a następnie schłodzone po to, żeby pozbyć się z niego wszelkich bakterii
  • mleko w kartonie jest dużo lepsze niż mleko w plastikowej butelce - i to prawda, że to w plastiku zaczyna po 2 dniach śmierdzieć i zmieniać smak; kwestii mleka w worku nawet nie poruszam :)
  • do jogurtów dodaje się czasami zagęstniki, aby miały gęstą konsystencję, a nie lały się jak mleko, niektóre z nich są naturalne, inne nie - warto sprawdzić, które są które i wybierać te z naturalnymi składnikami 

Chciałabym bardzo podziękować właścicielom gospodarstwa za przemiłe ugoszczenie. 
Całej ekipie Danona za świetnie zorganizowany wyjazd, w miłej atmosferze i z fantastycznymi ludźmi. 
Panu fotografowi (Krzysztofowi Kuczykowi) za ładne zdjęcia.
Więcej informacji o naturalnych produktach Danona tutaj: Natura. Tu jest mi dobrze
Macie ochotę na konkurs z atrakcyjnymi nagrodami? Zapraszam tutaj.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Światowa noc książki

Dla całego świata oprócz Brytyjczyków jest dziś Światowy Dzień Książki. Wyspiarze obchodzą za to wedle swojej tradycji Światową Noc Książki. Jedno i drugie brzmi cudownie.
A dodać do tego jeszcze aktualnie trwający Światowy Tydzień Książki i jesteśmy w literackim raju.

Dla uczczenia - w torebce nowa książka Stephana Clarke'a "Paryż na widelcu" (będę pisać o niej niedługo) i genialna kampania (nie)czytania. 

 

Gdyby jednak kogoś nie przekonały argumenty przeciwko książkom, może śmiało zaopatrzyć się w literaturę piękną i brzydką - w księgarniach internetowych, stacjonarnych i na stronach wydawnictw ruszyło huczne świętowanie z dużymi obniżkami cen książek. 
Grzech nie świętować.
Related Posts with Thumbnails